"Serial Cleaner" - recenzja gry [Nintendo Switch]

Kiedy wynajmujesz kogoś do wykonania brudnej roboty, dobrze jest również zamówić profesjonalistę, który posprząta cały ten bałagan zanim zjawią się federalni. A kimś takim jest Bob.

31-01-18 23:11

Poznajcie Boba - faceta, który mimo trzydziestki na karku mieszka w domu ze swoją matką na przedmieściach jakiegoś większego amerykańskiego miasta w latach siedemdziesiątych XX wieku. Bob wygląda jak typowy mężczyzna tamtego okresu: okulary lustrzanki, bujny wąs i spodnie dzwony. To, co jednak wyróżnia go od innych to fakt, że jest profesjonalnym czyścicielem. Człowiekiem, po którego dzwoni mafia kiedy trzeba posprzątać miejsce zbrodni zanim pojawią się agenci federalni. I to właśnie w tę postać przychodzi się wcielić graczowi w grze Serial Cleaner.

Do tej pory skradanki kojarzyły mi się z grami, w których wcielamy się w postać płatnego zabójcy czy złodzieja, a celem jest ciche wejście na wrogi teren i zlikwidowanie człowieka/kradzież cennego przedmiotu. Mimo, iż wymagano od nas dyskretnego wykonania misji, zawsze można było w ostateczności sięgnąć po broń.

W produkcji polskiego studia iFun4All postanowiono jednak inaczej podejść do tego gatunku. Wcielamy się w rolę czyściciela, którego celem jest uprzątnięcie miejsca zbrodni z ciał i dowodów rzeczowych oraz zmycia śladów krwi. I to wszystko pod okiem policjantów, którzy kręcą się po okolicy. Na domiar złego nie mamy nic, czym moglibyśmy się obronić gdy zostaniemy zauważeni. Jedyne co nam pozostaje to salwować się ucieczką w jakieś bezpieczne miejsce (np. szafa czy beczki) i przeczekać obławę.

Gra składa się z 20 misji wątku głównego plus 10 dodatkowych nawiązujących do znanych filmów, które możemy odblokować podczas wykonywania podstawowych misji. Każdą planszę można przejść w czasie od kilku do kilkunastu minut. Wszystko zależy od tego w jaki sposób gramy i jak często powtarzamy misję. Tu warto nadmienić, że podczas wykonywania misji nie ma żadnego checkpointa, ani nie można wykonać zapisu gry, więc jeżeli pod koniec popełnimy jakiś błąd, to będziemy musieli przechodzić planszę od początku. Plusem jest to, że za każdym razem zarówno ciała, jak i przedmioty które musimy zebrać, umiejscowione są w losowych miejscach, przez co nie ma mowy o graniu na pamięć.

Z fajnych bajerów warto wymienić jeszcze jedną rzecz - możliwość wykorzystania czasu realnego w grze. Oznacza to, że w zależności od tego kiedy gramy, plansze rozgrywane są za dnia lub w nocy. Nie zwróciłem uwagi, by to miało jakiś istotny wpływ na samą rozgrywkę, jednak taka mała rzecz mimo wszystko cieszy.

Graficznie gra stoi na bardzo dobrym poziomie. Animacje są płynne, a grafika jest ostra. Jak wspomniał w rozmowie ze mną Jacek Głowacki z iFun4All, deweloperzy wycisnęli maksimum z konsoli Nintendo, by wszystko działało bez zarzutu. Jedyne do czego mógłbym się przyczepić (ale trochę na siłę) to fakt, że w trybie handheldowym teksty w dymkach są mimo wszystko małe i trochę nieostre.

Dźwiękowo również nie mam nic do zarzucenia. Na plus zasługuje ścieżka dźwiękowa - funkowa muzyka nawiązująca do okresu, w którym rozgrywa się gra, miło nam przygrywa podczas pokonywnia kolejnych plansz.

Mimo, iż Serial Cleaner to polska produkcja, to niestety nie uświadczymy tu polskiej wersji językowej. Szkoda, ale jak wiem od zespołu deweloperskiego, taka była decyzja samego Nintendo.

Podsumowując - Serial Cleaner to solidna pozycja. Jeżeli nie ogrywaliście jeszcze tego tytułu na innych platformach, to warto się zainteresować wersją na Switcha. Pojedyncze plansze świetnie nadają się na rozegranie kilku/kilkunastominutowych partyjek, w szczególności w trybie przenośnym. No i pamiętajcie - kupując tę grę wspieracie polskiego dewelopera 😉

Wersja TL;DR

Na plus:

  • grafika
  • klimatyczna muzyka
  • poziomy są dobrze dopasowane do krótkich sesji

Na minus:

  • brak polskiej wersji językowej
  • brak checkpointów podczas wykonywania misji

Ani ziębi, ani parzy:

  • brak

Werdykt: Solidna produkcja z fajnym klimatem

Deweloper: iFun4All
Wydawca: Curve Digital
Data wydania: 30 listopada 2017
Waga: 2,5 GB
Cena: 60 PLN

Dziękuję iFun4All za udostępnienie gry do recenzji.

Tagi: gry nintendo switch indyk recenzja

Przeczytaj również:




Blog Comments powered by Disqus.