“Kamiko” - recenzja gry [Nintendo Switch]

Czy gra za 20 złotych na Nintendo Switch może być dobra?

09-01-18 11:45

Zapewne powiecie, że 20 złotych to nieduża kwota. Ja jednak nie lubię wyrzucać pieniędzy w błoto i marnować swojego wolnego czasu (którego i tak mam mało) na jakiś crap. Dlatego, mimo pozytywnych opinii jakie znalazłem na YouTube’ie o Kamiko, nie byłem do końca pewien czy będę faktycznie zadowolony z gry. Jednak już po pierwszych minutach rozgrywki moje wątpliwości szybko się rozwiały.

Jeżeli po obejrzeniu powyższego zwiastunu spodziewacie się kolejnego klona 16-bitowej Zeldy, to od razu muszę to naprostować. Nie ma tu złożonej historii, nagłych zwrotów akcji czy wielowymiarowych postaci - Kamiko to prosta zręcznościówka, która do Zeldy podobna jest tylko w oprawie audiowizualnej.

Sterujemy jedną z trzech kapłanek shinto - Yamato posługującą się mieczem, łuczniczką Uzume lub Hinome walczącą sztyletem i tarczą. Każda z nich wymaga nieco innego stylu gry. Naszym zadaniem jest odblokowanie czterech bram i pokonaniu demona nękającego jedną z czterech krain. Kiedy ich pokonamy, przyjdzie nam się zmierzyć z głównym bossem. W drodze do bossów przeszkadzać nam będą różne potworki i pułapki. Za zabicie potworów zdobywamy punkty SP, które wykorzystujemy do użycia specjalnego ataku, a także otwarcia przejść, skrzyń i odblokowania wspomnianych wcześniej bram. Warto nadmienić, że aby otworzyć część drzwi czy kamiennych wrót, należy znaleźć klucz lub kryształową kulę i zanieść je w odpowiednie miejsce. I tu mamy pewne utrudnienie - kiedy nasza kapłanka niesie jakiś przedmiot to nie może biec ani używać broni. Więc aby go dostarczyć we wskazane miejsce musimy zręcznie manewrować między potworami (które po zabiciu szybko się respawnują). Muszę przyznać, że ta część gry potrafi być czasami frustrująca. Kiedy po kilku już próbach jest się praktycznie u celu, już za chwilę umieścimy kulę na filarze nagle bam! Przed samym nosem pojawia nam się potworek, z którym zetknięcie powoduje nie tylko utratę zdrowia, ale i kuli, przez co musimy po nią wracać i zacząć całą drogę od nowa.

Całość można przejść w mniej niż półtorej godziny. Niby mało, ale do wyboru mamy trzy różne postacie wymagające od nas innego sposobu gry. Więc de facto czas na ukończenie tego tytułu zwiększy się do 4 - 4,5 godzin. Może to niewiele, ale pamiętajcie, że mamy tu do czynienia z grą za 20 złotych. Zresztą, moim zdanie długość gry jest w tym wypadku dużym atutem Kamiko. Bo tak naprawdę tytuł można zaliczyć za jednym zamachem przy jednym, nieco ponad godzinnym posiedzeniu.

Jak wspomniałem wcześniej oprawa audiowizualna zbliżona jest do 16-bitowej odsłony przygód Linka. Kolorowa, przyjemna dla oka pixelartowa grafika wraz z chiptune’ową muzyką tworzą fajny, bajkowy klimat.

Podsumowując - za 20 złotych otrzymujemy porządny tytuł, z ładną pixelartową grafiką. Długość gry może być dla niektórych minusem. Ja jednak uważam, że czas gry jest odpowiednio wyważony i traktuję go jako zaletę tego tytułu. Więc jeżeli lubisz nieskomplikowane zręcznościówki, to bez dwóch zdań powinieneś sięgnąć po Kamiko. Będzie to dobrze wydane 20 złotych.

Wersja TL;DR

Na plus:

  • oprawa audiowizualna
  • długość gry
  • trzy różne postacie do wyboru
  • cena

Na minus:

  • walka z bossami (w szczególności ostatnim) mogłaby być bardziej wymagająca

Ani ziębi, ani parzy:

  • gra potrafi czasem frustrować

Werdykt: Bardzo przyjemna, choc krótka gra warta swoich pieniędzy

Deweloper: Skipmore
Wydawca: Flyhigh Works, CIRCLE Entertainment
Data wydania: 27 kwietnia 2017
Waga: 117 MB
Cena: 20 PLN

Tagi: gry nintendo switch indyk recenzja

Przeczytaj również:




Blog Comments powered by Disqus.