"Hyper Light Drifter" - recenzja gry [Nintendo Switch]

Jedna z najlepszych gier niezależnych ostatnich lat trafiła w końcu na Switcha. Czy hiszpańskie Abylight Studios dostarczyło graczom kawał dobrego portu?

27-11-18 21:30

Kiedy w marcu tego roku pojawiła się informacja o trwających pracach nad switchowym portem Hyper Light Drifter, nie mogłem się doczekać kiedy będę mógł zagrać w ten tytuł. Nie miałem okazji zagrać w oryginalną wersję wydaną na PC, ale wiele dobrego słyszałem o tej produkcji Heart Machine. A teraz nadarzała się okazja, by móc sprawdzić ten tytuł na konsoli Nintendo. Materiały dostarczone przez ekipę tworzącą ten port (hiszpańskie Abylight Studios), jak i wywiad jaki z nimi przeprowadziłem, tylko podkręciły moje zainteresowanie tym tytułem. I w końcu nadszedł dzień, kiedy mogłem sprawdzić czy te wszystkie ochy i achy są słuszne. Włączyłem konsolę, sięgnąłem po pada, odpaliłem grę i... wsiąkłem.

Co tu dużo mówić - Hyper Light Drifter wciąga. Każda składowa część tej gry wydaje się być dopracowana do granic możliwości. Gracz szybko zapomina o otaczającym go świecie i razem z bezimiennym bohaterem przemierza ten dziwny wirtualny świat. Dziwny i niebezpieczny pastelowo-neonowy świat. Na szczęście tytułowy drifter nie jest bezbronny. Na podorędziu ma zarówno broń krótką, jak i pistolet. I do tego specjalną umiejętność, dzięki której może uniknąć śmiertelnego ciosu przeciwnika. Dzięki kombinacji ataków i uników mamy szansę przeżyć w tym wrogim dla nas świecie.

A po co musimy walczyć? Cóż, autorzy nie dają nam jednoznacznej odpowiedzi. Żadna z napotkanych postaci nie udziela nam też żadnej wskazówki. Zamiast tego otrzymujemy opowieść w formie obrazów, których interpretację pozostawia się graczowi. Ciekawy zabieg ze strony twórców. Fakt, początkowo może nam brakować konkretnego słowa pisanego w grze, który jasno by nam określił cel. Jednak wraz ze zwiedzaniem kolejnych lokacji przestaje to już mieć dla nas znaczenie. Skupiamy się na tu i teraz, bo bardzo szybko możemy zginąć.

Gra nie wybacza naszych błędów, dlatego bardzo często przyjdzie nam powtarzać daną część gry. Na szczęście nie jest to tak frustrujące, jakby mogło się zdawać. Dzięki temu uczymy się na własnych błędach i poznajemy strategię na to, jak danego przeciwnika można pokonać. Czasami trzeba zaatakować szybko z bliska, innym razem pomogą dwa celne strzały wymierzone z dalszej odległości. Jeszcze innym trzeba będzie użyć fortelu i zwabić przeciwnika do wąskiego korytarza, gdzie będziemy mieli większe szanse na przeżycie.

Graficznie Hyper Light Drifter stoi na wysokim poziomie. To pixel-art w najlepszym wydaniu. Ten pastelowo-neonowy świat wspaniale się prezentuje zarówno na ekranie konsoli w trybie handheldowym, jak i na telewizorze. Wszystko jest pięknie animowane, a otoczenie jest pełne szczegółów. Łapałem się często na tym, że zamiast przeć do przodu zatrzymywałem się w danej lokacji, by popodziwiać wirtualny świat. Warstwa dźwiękowa również stoi na podobnym poziomie. Ambientowa muzyka świetnie pasuje do tego, co akurat dzieje się w grze.

Pod względem technicznym, port gry jest wykonany prawie wzorcowo. Piszę "prawie", bo zdażyło się, że gra zauważalnie zwolniła w momencie, kiedy musiałem stoczyć walkę z ok. piętnastoma wrogami na raz. Na szczęście była to sytuacja jednorazowa, którą jestem w stanie wybaczyć temu tytułowi. Poza tym nie mam do czego się przyczepić, nawet jakbym bardzo chciał.

Warto też wspomnieć, że switchowa wersja Hyper Light Driftera oznaczona jest podtytułem Special Edition. Oznacza to, że względem oryginału została wzbogacona o kilka rzeczy - nową broń, strój i wyzwanie Tower Climb. Niestety, muszę się przyznać że jeszcze nic z tego nie zdobyłem, dlatego ciężko mi coś więcej napisać na ich temat.

Reasumując - według mnie Hyper Light Drifter, tytuł który był jednym z najlepszych produkcji niezależnych 2016 roku, jest jednym z najlepszych indyków na Switcha tego roku. To nic innego jak dopracowany, wciągający i zapewniający sporo świetnej zabawy tytuł. Abylight Studios odwaliło kawał dobrej roboty tworząc port na tę konsolę. Nic, tylko kupować i grać.

Wersja TL;DR

Na plus:

  • pixel-artowa pastelowo-neonowa grafika
  • klimat
  • poziom trudności (wymagający, ale nie frustrujący)

Na minus:

  • ciężko się do czegoś przyczepić

Werdykt: Świetny i dopracowany port jednej z najlepszych produkcji niezależnych ostatnich lat. Warto go mieć w swojej kolekcji na Switchu.

Deweloper: Abylight Studios
Wydawca: Abylight Studios
Data wydania: 6 września 2018
Waga: 840 MB
Cena: 80,00 PLN

Dziękuję Abylight Studios za udostępnienie gry do recenzji.

Tagi: gry nintendo switch indyk recenzja

Przeczytaj również:




Blog Comments powered by Disqus.