"Furi" - recenzja gry [Nintendo Switch]

To nie jest gra dla starych każuali.

20-02-18 10:19

Mam spory problem z Furi od The Game Bakers. Z jednej strony mam do czynienia z solidną pod względem technicznym produkcją, której trudno coś zarzucić, z drugiej zaś gram w coś, co mnie co chwilę zniechęca do dalszej gry ze względu na wysoki poziom trudności. Ale może po kolei.

Furi to niezależna produkcja francuskiego studia The Game Bakers. Gra jest podzielona na dwa etapy - pojedynki i część narracyjną. Gracz wciela się w rolę bezimiennego wojownika, który uwalnia się z więzienia i próbuje odzyskać wolność. Clou gry stanowią pojedynki, jakie musi stoczyć gracz, by osiągnąć ten cel. Walki te to nic innego jak starcia z przeciwnikami, którzy w innych grach byliby bossami. Pomiędzy nimi mamy wspomnianą wcześniej część narracyjną, podczas której główny bohater przemierza krainę do następnego przeciwnika (sterowany przez gracza lub na autopilocie), a nasz przyjaciel w króliczej masce (prawdziwy? wyimaginowany?) opowiada nam o przeciwniku lub fragment naszej historii. W tej części praktycznie nic się nie dzieje. Po prostu idziemy i słuchamy. Niejako odpoczywamy przed kolejną walką. A te do najłatwiejszych nie należą.

Już pierwsze starcie z przeciwnikiem określi, czy w Furi będziemy grać dalej czy damy sobie spokój. Bo lekko nie jest. Każdy, nawet najmniejszy błąd, będzie nas wiele kosztować. Każda chwila spędzona z tym tytułem może niedoświadczonego gracza doprowadzić do furii (zrozumiałem czemu ta gra ma właśnie taki tytuł 😉). Ustawiony domyślny poziom trudności jest naprawdę wyśrubowany dla takeigo każuala jak ja. Po wielu próbach pokonania pierwszego przeciwnika poddałem się i poziom trudności obniżyłem o jedno oczko (mimo, iż nie jest to zalecane przez twórców). Było już łatwiej, gra już tak nie denerwowała, ale niestety - zabrakło mi w niej tego czegoś, co by mnie do niej przyciągało, powodowało, że będę do niej wracał co wieczór, mimo ponoszenia kolejnych porażek. Może to przez te pierwsze niepowodzenia? A może po prostu ta gra nie jest dla mnie?

Bo pod względem technicznym francuska produkcja jest solidna. Oprawa graficzna, choć dość specyficzna, świetnie się prezentuje na Switchu. Poszczególne krainy czy areny, które odwiedza nasz wojownik, są estetyczne i ciekawie zaprojektowane. Warto tu jeszcze nadmienić sposób pokazania akcji. W przypadku walk kamera jest dynamiczna i dostosowuje się do akcji, którą widzimy na ekranie - przy walce na odległość całość widzimy z lotu ptaka, przy pojedynku w zwarciu zaś kamera obniża się i pokazuje akcję z boku, przypominając widok charakterystyczny dla bijatyk 3D. Część narracyjna zaś to statyczne kamera ustawiona w jednym punkcie, które bardzo przypomina mi stare produkcje typu Alone in the Dark czy Ecstatica. Nie wiem czy autorzy stosując takie rozwiązanie wzorowali się na tych klasykach, ale ja miałem takie skojrzenie i za to należy się im dodatkowy plus ode mnie.

Design postaci jest dość pokręcony, ale spójny z przedstawionym światem. Wystarczy tylko spojrzeć, kto był odpowiedzialny za stworzenie bohaterów, by wszystko stało się jasne. Takashi Okazaki, znany przede wszystkim jako autor mangi Afro Samurai, raczej nie jest fanem realistycznej kreski, przez co stworzeni przez niego przeciwnicy są tak nietuzinkowi.

Nad muzyką zaś mogę się rozpływać. Ta utrzymana jest w klimatach retro wave’u i świetnie wpasowuje się klimatem i tempem w rozgrywkę. Ale nawet i poza grą słucha się jej z przyjemnością. Zachęcam Was do odsłuchania w Spotify, a jeżeli Wam się spodoba - do zakupu. W zależności od tego, którą platformę preferujecie, soundtrack można kupić zarówno w Google Play Music, jak i iTunes.

I teraz mam zagwozdkę - jak tu ocenić grę, która z jednej strony jest porządnie przygotowaną produkcją, z drugiej zaś w niedoświadczonych graczach wywoła frustrację, która spowoduje ostatecznie że porzucą ten (jakby nie patrzeć) ciekawy tytuł na rzecz innych gier? Przede wszystkim, drogi Czytelniku, musisz odpowiedzieć sobie na poniższe pytania: czy jesteś gotów na ponoszenie licznych porażek, które zamiast zniechęcać będą dla Ciebie paliwem napędzającym Cię do dalszej gry w ten tytuł? Czy jesteś gotów na grę, która nazywana jest nowym wcieleniem Dark Soulsów, a serię stworzoną przez Hidetaki Miyazakiego zjadasz na śniadanie? Jeżeli chociaż na jedno z tych pytań odpowiedziałeś twierdząco, to możesz śmiało sięgać po ten tytuł - nie powinieneś się zawieść. W przypadku takich każuali jak ja może nie być już tak różowo. Ja od tego tytułu się odbiłem i nie ciągnęło mnie do niego.

Wersja TL;DR

Na plus:

  • grafika
  • muzyka
  • wysoki poziom trudności (dla hardcore’owych graczy)

Na minus:

  • wysoki poziom trudności (dla każuali)

Ani ziębi, ani parzy:

  • brak

Werdykt: Solidny tytuł pod względem technicznym, jednak nie dla każdego

Deweloper: The Game Bakers
Wydawca: The Game Bakers
Data wydania: 1 stycznia 2018
Waga: 4,26 GB
Cena: 80 PLN

Dziękuję The Game Bakers i ICO Partners za udostępnienie gry do recenzji.

Tagi: gry nintendo switch indyk recenzja

Przeczytaj również:




Blog Comments powered by Disqus.