"Another World" - recenzja gry [Nintendo Switch]

Kolejne pokolenie graczy ma możliwość zagrać w jeden z najważniejszych tytułów w historii gier wideo.

30-07-18 11:30

Był 1994 rok. Nie pamiętam niestety miesiąca. Na biurku, przy którym zwykle odrabiałem zadania domowe, pojawił się pierwszy komputer. I to nie byle jaki, bo prawdziwy PeCet - model AT z procesorem o oszałamiającej częstotliwości zegara 12 MHz, 1 MB RAM i kartą VGA, która na czarno-białym monitorze wyświetlała 256 odcieni szarości. Nie mogłem jednak od razu cieszyć się tym sprzętem. Musiałem cierpliwie poczekać na wizytę znajomego taty, który jako jeden z nielicznych potrafił dobrze skonfigurować PeCeta.

Obok dyskietek z DOS-em i Nortonem Commanderem znalazło się też kilka gier. A wśród nich Another World. Była to bodajże pierwsza gra, którą uruchomiłem na swoim komputerze. Uruchomiłem ją i wsiąkłem. Świetna grafika (jak na tamte czasy) i filmowość tego tytułu sprawiły, że trudno mi było oderwać się od monitora. Pamiętam, że kilka razy miałem problemy z przejściem kolejnych ekranów, więc posiłkowałem się opisem i miniaturową mapką umieszczoną w pierwszym numerze Secret Service. I w końcu się udało - dotarłem do końca przygód Lestera Chaykina.

Później jeszcze kilka razy wracałem do tego innego świata stworzonego przez Erica Chahiego. Zarówno w wersji oryginalnej, jak i już odświeżonej, z nowymi tłami i grafiką w rozdzielczości HD. A teraz, dzięki DotEmu, miałem przyjemność zmierzyć się z tym tytułem po raz kolejny, tym razem na najnowszej konsoli Nintendo.

Co ma do zaoferowania switchowy port? Oryginalną, jak i odświeżoną oprawę audiowizualną oraz trzy tryby trudności. Tylko tyle i aż tyle. Czy czegoś brakuje? Moim zdaniem tak - implementacji HD Rumble. Biorąc pod uwagę fakt, że premiera wersji na Switcha była dwukrotnie przekładana, liczyłem na to, że nie tylko dostaniemy wzorcowy port, ale też gra zostanie dostosowana do ficzerów dostępnych tylko na tej konsoli. Niestety, dostaliśmy tylko "zwykły" port. Nie zrozumcie mnie źle - gra wygląda i działa świetnie na Switchu, jednak brakuje mi tej wisienki na torcie, dzięki której ta wersja wyróżniała by się na tle pozostałych portów.

Całą grę przeszedłem w trybie handheldowym, nawet nie sprawdzałem jak Another World prezentuje się na telewizorze. Po prostu nie czułem takiej potrzeby - wyjątkowo dobrze grało mi się w trybie przenośnym.

Z fajniejszych bajerów, które umożliwia gra to przełączanie trybów graficznych podczas rozgrywki, bez konieczności wchodzenia do menu i ustawień. Po prostu - wciskamy Y na padzie i możemy porównać jak dany ekran gry wyglądał w oryginale, a jak po "zremasterowaniu". Drugim fajnym zaimplementowanym ficzerem to skorzystanie ze sprzętowej możliwości nagrywania wideo z gry. W końcu trafiłem na indyka, który to umożliwia. Niby nic nie wnosi to do samej rozgrywki, ale warto to odnotować. Bo czasami żałuję, że nie wszystkie tytuły, które do tej pory ogrywałem, nie dają takiej możliwości

Another World to dla mnie gra wyjątkowa, do której czuję ogromny sentyment. Cieszę się, że pojawiła się na Nintendo Switch. Nie dość, że mogę wrócić do tytułu który ogrywałem prawie ćwierć wieku temu, to jeszcze nowe pokolenie graczy ma możliwość liźnięcia fragmentu historii gier wideo. Tylko czy docenią wkład, jaki ta gra wniosła do świata elektronicznej rozrywki? Bo to jest mimo wszystko tytuł, którego mechanika nie zmieniła się od 1991 roku. Nie licząc odświeżenia oprawy audiowizualnej, nie dokonano w niej żadnych istotnych zmian. Dla mnie to duży plus, ale czy to będzie wystarczające dla graczy, którzy wcześniej nie zetknęli się z tym tytułem? Czy pomimo krótkiej rozgrywki (grę można ukończyć w czasie poniżej dwóch godzin) wydadzą 40 złotych? Ja do tego gorąco zachęcam - w końcu to kawałek growej historii, która po prostu warto znać.

AKTUALIZACJA (1.08.2018)

Po dyskusji, jaka rozgorzała na jednej z facebookowych grup pod linkiem do tej recenzji, postanowiłem dopisać jeszcze wyjaśnienie dlaczego uważam, że HD Rumble byłby miłym dodatkiem w tej wersji.

HD Rumble, będący fajnym switchowym ficzer, jeżeli użyty jest odpowiednio to daje fajne efekty. Ale musi to być wszystko zrobione z głową. Na przykład taka Dandara - gra miała premierę jednocześnie na wszystkie liczące się platformy. Wersja switchowa miała dodatkowo zaimplementowane świetną obsługę tego ficzer i w zależności co się działo na ekranie, wibracje miały różną siłę i natężenie. Dla mnie to wzorcowe wykorzystanie tego rozwiązania w grze niezależnej.

A gdzie można by go zastosować w Another World? Na przykład przy rozwalaniu klatki, przy ładowaniu pistoletu, przy katapultowania się z czołgu, przy stawianiu zapory siłowej czy w końcu przy śmierci bohatera. Musiałoby to być tylko dobrze zaprogramowane, by nie było to zrobione na jedno kopyto. I zastosowanie tego w w tym tytule byłoby tą wisienką na torcie bardzo dobrego porta Another World na Switcha. A czy to źle, że potraktowałem to jako minus (niewielki bo niewielki, ale zawsze)?

Wersja TL;DR

Na plus:

  • świetny port na Switcha
  • możliwość przełączania grafiki w czasie gry
  • możliwość nagrywania filmików

Na minus:

  • brak implementacji HD Rumble

Werdykt: Świetny port klasycznego tytułu w końcu zawitał na Switcha, dzięki czemu kolejne pokolenie graczy może zagrać w jedną z najważniejszych gier w historii gier wideo. Do pełni szczęścia brakuje mi tylko implementacji HD Rumble.

Deweloper: DotEmu
Wydawca: DotEmu
Data wydania: 9 lipca 2018
Waga: 172 MB
Cena: 40,00 PLN

Dziękuję Cosmocover za udostępnienie gry do recenzji.

Tagi: gry nintendo switch indyk recenzja

Przeczytaj również:




Blog Comments powered by Disqus.